piątek, 2 lutego 2018
Rozdział 1 "Codzienność"
Trzydzieści minut.
Jebane trzydzieści minut.
Jeszcze dziesięć może piętnaście minut rozumiem. Ale trzydzieści?!! Ileż można stać przy drodze, kiedy ulewa sięga zenitu a nieznajomi trąbią na mnie jakbym była co najmniej z domu publicznego. Całe ubrania miałam mokre a wracać mi się nie opłacało, bo mój dom znajdował się piętnaście minut drogi od głównej ulicy. Chciałam zadzwonić do mojej przyjaciółki, jednak obawiałam się zalania telefonu. Maia przyjaźni się ze mną od podstawówki, kiedy to jej rodzice zaczęli pracować w tej samej firmie co moja babcia. Na początku mnie unikała, ale w końcu dopięłam swego. Bardzo chciałam się z kimś zaprzyjaźnić. Widywałyśmy się dość często. Albo na zapleczu kuchni w pracy babci, albo na świetlicy w szkole. Czasami miałyśmy jedną opiekunkę. Pani Winters bardzo ucieszyła się, kiedy w dniu urodzin Mai przyszłam do niej z nowiuśką lalką barbie. Maia siedziała w swoim pokoju, brązowe, lekko falowane włosy były związane w kucyka na czubku a na nosie widniały okulary. Przesiedziałyśmy u niej w pokoju całą noc. Następnego dnia obudziłam się sama w wielkim łóżku przyjaciółki. Słysząc krzyki z dołu zerwałam się z posłania i zbiegłam na dół. To był pierwszy raz, kiedy widziałam przemianę Mai. I ostatni. Nigdy więcej nie zrobiła tego przy mnie i nawet nie chciałabym tego oglądać. Jednak wtedy miałam osiem lat i niewiele rozumiałam. Zaczęłam krzyczeć i płakać, że wielki pies zjadł mi przyjaciółkę. Kiedy babcia przyszła mnie odebrać, mama Mai zaprosiła ją na herbatę i wytłumaczyła całe zajście. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam słowo "Likantropia" . Dowiedziałam się, że rodzice Mai zostali zaatakowani podczas podróży poślubnej przez stado wilków a kiedy przyszła pełnia, przemienili się. Myśleli, że Maia nie zaraziła się od nich tą "demoniczną chorobą", jak to nazywają.
Z biegiem czasu nasza "dziwna paczka" powiększyła się o dwie nowe osoby: wampira Davida, który nie pali się w słońcu tak jak w książkach, ale był bardzo blady i oczywiście żywił się krwią oraz dziewczynę półanioła, Lucie, która woli jak ją nazywamy nefilim. Tak zostałam wplątana do ich dziwnego świata i już nie jest dla mnie obce, jeśli idąc ulicą widzę dziewczynę ze skrzydłami albo o niebieskim odcieniu skóry.
Likantropka zatrzymała się pięć metrów ode mnie i trąbnęła. Szybko wsiadłam do samochodu i zapięłam pas.
- Maia! Jedź szybciej! Przez ciebie zaraz się spóźnimy.- krzyknęłam na brunetkę.
- Już. Nie denerwuj się! To,że jestem wilkołakiem to nie znaczy, że umiem prowadzić auto!- odkrzyknęła mi i wcisnęła gaz.
- Napisałaś chociaż rozprawkę na temat lasera?-spytałam już spokojniej i spojrzałam na jej kręcone, brązowe włosy związane w niesfornego kucyka na czubku głowy.
- No nie! Pani Medrano mnie zabije!- skręciła na parking szkolny. Nagle przed maską mignęło coś czarnego .
- Uważaj!- krzyknęłam, a likantropka straciwszy kontrolę nad pojazdem wpadła w żywopłot.
- Widziałaś?- kiwnęłam głową i natychmiast wyszłam z pojazdu.
- Stało wam się coś?- usłyszałam zza siebie głos mężczyzny, albo chłopaka. Odwróciłam się i ujrzałam morskie tęczówki chłopca o białych włosach. Wyglądał za 19-latka.
-Nie!- odpowiedziałyśmy równocześnie. Chłopak przyglądał mi się przez dłuższy czas.
- Następnym razem bądźcie ostrożniejsze- odwrócił się i powoli ruszył w stronę szkoły.
- Ma takie cudowne niebieskie oczka!- zarumieniła się lekko Maia. Uniosłam jedną brew do góry.
- Jakie oczka? Raczej morskie albo wpadające w karaibski błękit ale nie niebieskie tumanie.
- Brałabym go, gdyby nie David. Wiesz, jaki jest zazdrosny.
- Kto jest zazdrosny?- wspomniany chłopak o czarnych włosach i trupio-bladej twarzy pocałował policzek zielonookiej i machnął mi ręką. Za nim przytoczyła się Lucie.
- Jest starszy, jeśli chodzi wam o tego przystojniachę. Już wszyscy o nim mówią, to brat pani Medrano. No a do naszej klasy również przeniósł się przystojniacha.
- Jeśli jej brat, to wiadomo, że przystojny.- żachnęła się Maia.- Taka uroda jak jej nie chodzi ulicą. To musi być w genach rodzinnych. Weź popatrz jakie ona ma piękne, długie i lśniące białe włosy. Wiadomo, że je farbuje, ale sam fakt, że są tak zadbane sprawia, że czuję się brzydka.
- Dla mnie jesteś piękna nawet bez makijażu- uśmiechnął się czarnooki i w nagrodę otrzymał soczystego buziaka w usta.
- Fujj!- zdegustowana Lucie machnęła na nich ręką- Idźcie się obściskiwać do kibla a nie publicznie. Rzygać się chce jak się was widzi.
- Zazdrościsz, bo sama nie masz faceta- Maia pokazała jej język w momencie, kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje.
- Mogę się założyć o mleko czekoladowe, że nie poderwiesz nowego z naszej klasy- David uśmiechnął się chytrze a dziewczyna odpowiedziała mu uśmiechem.
- Ile mam czasu?
- Do końca roku, ale jeśli pójdzie z tobą na bal to i tak wygrasz.
- I w zamian oddasz jej swoje mleczko czekoladowe?- spytałam a chłopak kiwnął głową.- To po co je wykupujesz, skoro i tak pijesz krew?
- Ponieważ krew, to krew. Potrzebna mi po to, aby powstrzymać wampirzy głód. A takie przekąski w płynie jak mleko daje mi siłę.
- Niech ci będzie. Oddasz mi trzy miesięczny zapas mleka codziennie.
- Jak wygrasz. Czyli najwcześniej po balu- Lucie podniosła kciuk w górę. Pani Medrano przyszła minutę później. Weszliśmy do klasy i zajęliśmy miejsca. Obok Lucie usiadł nowy kolega. Chłopak był równie przystojny co tamten pierwszy. miał krótko ścięte blond włosy po bokach i troszkę dłuższą grzywkę. Brązowowłosa odwróciła się w naszą stronę z wielkim burakiem na twarzy a David posłał jej krzywy uśmiech.
- Dzień dobry!- pani Medrano z wyglądu miała może z dwadzieścia pięć lat, ale podobno ma dziesięć lat więcej niż wygląda, ponieważ przeszła operację odmładzającą.- Jak zauważyliście, mamy nowego kolegę w klasie. Marcel Byun przeniósł się do nas z Korei Południowej i jest o rok starszy, ale mądrzejszy niż wy wszyscy razem wzięci. Jest trochę nieśmiały i słabo mówi po angielsku, więc przyda mu się pomoc. Jego rodzice proszą o opiekę nad ich synem i zobaczę tylko jakieś zaczepki w jego stronę.
- Oczywiście, proszę pani!- odpowiedzieliśmy chórem. Przez resztę lekcji rozmawialiśmy o zastosowaniu lasera i jego możliwościach. Na przerwie Lucie bardzo zaangażowała się w pomoc w nauce języka nowego kolegę.
- Nie wyglądasz jak koreańczyk- stwierdził David podczas lunchu, który spędziliśmy na rozmowie z nowym kolegą z klasy.
- Mieszkałem w Korei od piątego roku życia, ale urodziłem się w Norwegii.- zauważyłam, że blondyn nie spuszcza ze mnie wzroku. Normalnie by mi to przeszkadzało, ale przy nim czuję się wyluzowana. Cały czas miałam wrażenie, że go znam dłużej niż tylko dzisiaj.
- O to super!- Maia roześmiała się.- Zawsze chciałam wyjechać poza stan a ty tyle świata zwiedziłeś.
- Tak, ale jest dużo miejsc, które chciałbym zobaczyć.- nagle Lucie, która do nas podeszła, stanęła jak słup i upuściła tacę z jedzeniem. Szybko do niej podbiegłam.
- Ej, Lucie? Wszystko gra?- dziewczyna patrzyła na Marcela po czym złapała mnie za rękę i wyprowadziła ze stołówki.
- To pół anioł.
- Co?- spytałam wytrzeszczając oczy. Pół anioł?
- Tylko coś mi nie pasuje- zmarszczyła brwi.- Ma czarne oczy jak węgiel i poczułam jego aurę tylko przez ułamek sekundy. Nie wiem co się dzieje, ale od rana również wyczułam silniejszą energię anielską niż sam dyrektor. Nie wiem co się dzieje, ale musimy się tego dowiedzieć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz