VICTORIA
Przygotowanie tostów z jajkiem i bekonem wydawało się o wiele prostsze, niż sądziłam. Wsadzić dwie kromki chleba do tostera, podsmażyć bekon i jajko sadzone, tosty posmarować majonezem, położyć usmażone składniki i przykryć drugim tostem. Niestety nie brałam możliwości, że może mi się to po prostu rozwalić, więc teraz stoję na korytarzu z całą ręką we wspomnianym wcześniej sosie. Dzisiaj postanowiłam odpuścić sobie pierwszą lekcję i teraz mam za karę brudną torbę i książki. Westchnęłam cicho, zamknęłam szafkę i ruszyłam umyć ręce do toalety. Kiedy wróciłam po resztę książek, które nie ucierpiały majonezowej rewolucji, zauważyłam pod moją szafką dwóch nowych uczniów. Ten jeden, który stał do mnie przodem, to ten chłopak z parkingu dwa dni temu. Podobno młodszy brat Pani Medrano. Białe i proste włosy, ścięte na krótko po bokach, z opadającą na oczy grzywką, wydawały się nie z tej ziemi aż za bardzo białe. Pewnie farbowane, ale przyciągały spojrzenia. Nieźle umięśniony, w zwykłej, białej koszuli stał i rozmawiał z blondynem z mojej klasy-Marcelem Byunem. Kiedy się do nich zbliżyłam na mniej więcej pięć metrów, niebieskooki odwrócił się i odszedł a ja podeszłam do zdezorientowanego blondyna.
- Oh, nawet się nie pożegnał....- rzekł z lekkim smutkiem w głosie, po czym odwrócił się i odskoczył.
- Co?-spytałam patrząc na niego. Chłopak tylko złapał się za serce.
- Zwariowałaś?!- krzyknął.- Nie straszy się ludzi w ten sposób! Chcesz, żebym dostał zawału?
- Przecież nic nie zrobiłam. A poza tym, to stoisz przy mojej szafce- chłopak się odsunął a ja wpakowałam brudną torbę do szafki a książki wzięłam do ręki.- Kto to był?
- Co?- przez chwilę nie ogarnął o co mi chodzi a po chwili jego twarz wykrzywił śmiesznie dziwny uśmiech.- Gabriel. Bynajmniej tak się przedstawił.
- Nie rób tak więcej- mruknęłam i skrzywiłam się lekko. Może i chłopak był przystojny jak cholera, ale kiedy się uśmiechnął, czar prysł. - Bynajmniej? O czym rozmawialiście?
- To tajemnica- mrugnął do mnie. Chwilę się zastanowiłam.
- Chyba raczej nie na mój temat?
-Skąd ten niedorzeczny pomysł?- spytał zdumiony.
- Na przykład, staliście przed moją szafką, a jak podeszłam to koleś zwiał.
- Kto zwiał?- koło mnie pojawiła się likantropka.
- Jaki koleś?- zawtórowała jaj Lucie.
- Chyba nie ten cały Gabriel?- David objął Maię w pasie. - Spoko gościu, ale jest dziwny.
- Jak koło mnie przechodzi, to ogarnia mnie paraliż.
-Przesadzasz Leslie- mruknął do niej Marcel.
- Lepiej chodźmy pod salę, zaraz zacznie się lekcja- wszyscy skierowaliśmy się pod następną salę.
Wczoraj wieczorem, kiedy rozmawialiśmy na wideo czacie, we czwórkę, zastanawialiśmy się, czy powiedzieć Marcelowi o naszym sekrecie. W końcu ja też jestem człowiekiem i wiem o tym świecie więcej niż wszyscy ludzie razem wzięci. Ale po długiej rozmowie, kto jest za i przeciw, zostaliśmy przegłosowani przez Lucie. Stanowczo wybiła nam ten pomysł z głowy. Jeszcze dwa dni temu chciała pobawić się w detektywa, jednak zmieniła zdanie po wizycie u higienistki.
- Mówię wam. Coś się kroi i jednak nie chcę brać w tym udziału. Rozumiem nauczyciela Anioła, ale już żeby szkolną pielęgniarką był sam Anioł Stróż? Nie wiem, co dokładnie ma się wydarzyć, ale laska kompletnie wybiła mi z głowy jakiekolwiek próby działania na własną rękę. Przez chwilę gadała coś o jakichś demonach a potem o dziecku, które może zniszczyć świat. I podobno Niebo jest w chaosie, czy jak ona to dziwnie ujęła. Dlatego czuję dziwną aurę w naszej szkole. Jedną bardzo potężną a drugą zanikającą od Marcela. Powinniśmy go trzymać na dystans ale tak, aby nie poczuł się odrzucony. Mimo wszystko zaoferowaliśmy mu pomoc w zaaklimatyzowaniu się.- powiedziała wtedy.
Na lekcji z Panią Medrano nudziłam się jak nigdy. Cały czas o tym myślałam, o tym dziecku, co ma zniszczyć świat. I myślałabym dalej, gdyby nie białowłosa stojąca koło mojej ławki.
- Widzę, że świetnie się bawisz- założyła ręce na piersi i ściągnęła brwi. To zły znak!- Myślę, że za ignorowanie nauczyciela posiedzisz dłużej przez dwa tygodnie w szkole i posegregujesz książki w bibliotece.
Cała sala wybuchła śmiechem a Pani Medrano wróciła do biurka i zapisała coś w dzienniku.
- Nie martw się, Panno Shermann. Do pomocy będziesz miała ucznia z wyższej klasy. Zaczynasz od dzisiaj.- zatrzasnęła dziennik i westchnęła głośno a w klasie zrobiło się bardzo cicho- A dla reszty zadam do domu projekt. Dobiorę was ja i nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu.
Zapisała temat na tablicy i zaczęła przydzielać grupy. Z każdym wyczytanym nazwiskiem po sali rozchodził się pomruk niezadowolenia. Jednak nikt się nie sprzeciwił.
- Maia Winters, Adam Sherry, Lucie Harper. Grupa numer sześć. Macie do opisania zjawiska atmosferyczne zachodzące podczas zimy w różnych rejonach świata. David Gerkin Sophia Dervon i Adalayda Merkson. Grupa ostatnia. Opiszcie topografię i rozmieszczenie względem osi równoleżników stan Maine. Dziękuję, możecie się spakować. Prace macie zrobić w formie multimedialnej na następny tydzień. możecie już wyjść z klasy.
W tempie ekspresowym klasa zrobiła się pusta. Razem z Maią, Marcelem, Davidem i Lucie usiedliśmy na ławce na dziedzińcu i rozmawialiśmy o tym zadaniu, kiedy Marcel, który powoli rozluźniał się w naszej małej grupce, wspomniał o mojej torbie.
- A tak w ogóle, to co się stało z twoją torbą?
- Kanapka z majonezem mi się rozwaliła i cały sosik wylał się z pojemnika.
- Haha! Ty niezdaro!- David zmierzwił moje włosy a reszta zaczęła się śmiać.
- Nie wiedziałam, że sie rozwali!- oburzyłam się i udałam obrażoną.
- To dlatego tak waliło bekonem na korytarzu- Lucie się zamyśliła i dostała ode mnie w czoło.- ała! To bolało ty niewyżyta trąbo!
- Niewyżyta trąbo?- uniosłam jedną brew do góry w geście zdziwienia. Ta mała niebieskooka wariatka co jakiś czas nazywa mnie jakimiś dziwnymi wyzwiskami.
- Chyba tym razem nie trafiłaś- odparł jej czarnowłosy.
- Mam gorszy dzień...- reszty nie słyszałam, ponieważ moją głowę przeszył ostry ból. Po chwili widziałam tylko ciemność.
GABRIEL
Siedziałem już tak dobre pół godziny w gabinecie i słuchałem pretensji Mikaeli. Jak się okazało, najwyższy Anioł Stróż, czyli ona we własnej osobie, została szkolną higienistką i krzyczała na mnie.
- Mówiłem już, że nie chciałem...- po raz enty zacząłem się tłumaczyć, jednak nie pozwoliła mi dokończyć.
- Posłuchaj, Panie Archaniele od siedmiu boleści-zaczęła kolejną swoją wypowiedź.- Coś ty sobie myślał wchodząc do jej głowy? Mogłeś ją zabić! Leslie nie mówiła ci? Nie wiesz, że niektórzy podopieczni Stróżów mają pozakładane blokady?
- Oh, przecież wiem. Ale skąd mogłem wiedzieć, że ma Stróża?
- No to chciałabym cie poinformować, że 3/4 tej szkoły jest pod opieką jakiegoś Stróża. Mogłeś najpierw zobaczyć, czy ma blokadę a nie od razu wbijać się jej do głowy! Myślałam, że chociaż to wiesz.
- Chociaż to wiem?- spojrzała na mnie znacząco- Aaaa, mówisz o tym chłopaku, Marcelu?
- Tak. To właśnie o niego chodzi. Przecież byłam przy jego narodzinach i wszędzie bym go rozpoznała, ale nikt nie raczył się mnie zapytać. To miedzy innymi ja umieściłam na nim blokadę mocy, więc to logiczne, że nawet Miranda miała problem z wyśledzeniem go.
- Czasami zapominam, jaka jesteś wszechwiedząca i potężna.
- Nie bez powodu jestem głową Chóru IX- uśmiechnąłem się do niej i wiedziałem, że już mi wybaczyła ten wybryk. Ale chciałem się czegoś dowiedzieć o tej dziewczynie. Spojrzałem na jej sylwetkę leżącą w gabinecie Mikaeli, jak miarowo i spokojnie jej klatka piersiowa się unosiła.
- Widzę, że cię zaintrygowała. Leslie się nią zajęła, ale nic nie znalazła oprócz czystej karty.
- I właśnie dlatego według Leslie ona wydaję się dziwna. W sensie pusta karta.
- Czasami wy, Archanioły, próbujecie się dopatrzeć drugiego dna tam, gdzie go nie ma. Na świecie istnieją tacy ludzie, którzy mają czyste karty jak ona. Wiesz mi, spotkałam takich kilku i okazali się być wielkimi geniuszami.
- Może masz rację. Ale nadal wątpliwości błądzą wśród moich myśli. Nie daje mi spokoju brak jakiejkolwiek aury. Chociażby znak Anioła, który jest jej Stróżem. No i te dwubarwne oczy.
- Heterochromia to nie aż tak rzadki defekt na świecie. Ale żeby cię uspokoić, wyślę wiadomość do Chóru i zapytam o jej przydział. A teraz zajmij się proszę sprawą priorytetową. Jeśli Marcel nie zapanuje nad sobą, to w momencie finalnym Abbadon przejmie władzę nad jego ciałem.
- Oczywiście!- wstałem i podszedłem do drzwi- Daj mi znak jak się obudzi i czy wszystko u niej w porządku.
niedziela, 18 marca 2018
sobota, 10 marca 2018
Rozdział 2 "Szkoła"
GABRIEL
Po zejściu na Ziemię, połażeniu i pozwiedzaniu okolicy, wraz z Arakielem wróciliśmy do domu Leslie znajdującym się na obrzeżach Portland w stanie Maine. Był to jeden z trzech naszych domów w tym rejonie, choć był najmniejszy. Liczył trzy sypialnie i łazienkę na górze oraz kuchnię i salon z małym przedsionkiem na dole. Dominowały tu różne odcienie szarości z białymi i czarnymi dodatkami. Kuchnia i salon były najbardziej zmodernizowane od mojego ostatniego pobytu tutaj. Pewnie Leslie wciągnęła się w wir nowych technologi. No i zrobiła wielki remont jak było napisane na kartce leżącej w kuchni na blacie, który oddzielał ją od salonu. Jeden pokój na górze jest mój i nic w nim nie ruszała, naprzeciw mojego pokoju znajdował się drugi pokój urządzony również na szaro biało jak parter domu. Trzeci pokój należał do Leslie, który najbardziej odbiegał od kolorystyki całego domu. W przeciwieństwie do mojego pokoju, w którym dominowała ciemna zieleń oraz biel i szarość w jej dominował fioletowy z różowo szarymi dodatkami i bladoniebieskimi zasłonkami.
- Nie ma gustu- w progu drzwi stanął białowłosy- Nigdy nie zostanie architektem wnętrz.
- Ja tam bym ją wybrał- wzruszyłem ramionami i zamknąłem drzwi od sypialni starszej siostry. Arakiel wszedł do mojego pokoju i usiadł na średniej wielkości łóżku z zieloną kapą. Rozłożył nogi i jedną ręką bawił się białym loczkiem na głowie. Swego czasu nazywaliśmy go z braćmi Kędzierzawym, ale z czasem stał się po prostu Arakielem. No może czasami mi się wymsknie "Loczek", ale nie gniewa się długo.
- Jak to jest, że ty masz lepszy pokój niż ja? Mogła chociaż te zasłonki mi zawiesić, bo czuje się jak we własnym pokoju.
- Może dlatego, że już tu byłem setki razy i nie opłacało się pakować i rozpakowywać co parę lat.
- Może masz rację. Pierwszy raz jestem w USA. - chłopak uśmiechnął się promiennie i wyjrzał przez okno.- Podejrzewam, że jutro będzie lać jak z cebra.
- Oby nie. Zamierzam jutro zwiedzić nową szkołę.- chłopak siedzący na łóżku spojrzał na mnie pytająco- No wiesz. Syn mirandy jest nastolatkiem. Na pewno zapisze się do jakiejś szkoły.
- A skąd wiesz, że akurat w Portland?
- Bo w tym liceum jest jeden z Zwierzchności. Mógłby pomóc mi go chociaż namierzyć.
- Z każdym wiekiem jesteś coraz mądrzejszy- wstał i poklepał mnie po głowie.- A teraz chodź. Zrobimy naszej księżniczce powitalny obiad.
Pół godziny później do domu wczołgała się wysoka dziewczyna, z włosami prostymi i białymi aż do pasa, w lekkiej i przewiewnej białej bluzce i ołówkowej spódniczce z wychawtowanym na dole złotym tulipanem. Czarną torbę na ramie rzuciła w kąt przedsionka i skierowała się w naszą stronę. Kiedy podniosła głowę na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech skutecznie zwyciężając ze zmęczeniem.
- Gabrielu, jak miło cię widzieć!- przytuliła mnie mocno. Co jak co ale uścisk miała mocny. Po chwili odsunęła się ode mnie i również to samo zrobiła witając się z Arakielem.
- Ależ wyrosłaś!- powiedział Loczek.- Ostatnim razem miałaś dużo krótsze włosy.
- A tobie jeszcze bardziej się pokręciły- zachichotała i usiadła do nakrytego stołu.
- Nie pamiętam, co lubisz- mruknął Arakiel- więc przygotowałem jedyne danie które umiem.
Dziewczyna zerknęła na talerz spaghetti i kiwnęła głową lekko naburmuszona.
- Jesteś okropny. Mogłeś już spytać Gabe'a. Chociaż doceniam twoje starania
Przez cały posiłek rozmawialiśmy o przeróżnych głupotach. Arakiel opowiadał jak to Metatron wrócił z misji i ścigał się z Urielem, który szybciej wyrobi większego bicepsa. Oczywiście Metatron wygrał i w nagrodę kazał Urielowi do siebie mówić "mistrzu". Nasz Ojciec uśmiechnął się słuchając skargi Uriela ale pochwalił go za uczciwą walkę. Natomiast Morgana- nasza matka- powiedziała Metatronowi, żeby darował karę młodszemu bratu i zabrał go na następną misję.
Również cały wieczór przesiedzieliśmy w salonie i przegadaliśmy. Tym razem zajęliśmy się sprawą młodego półanioła, który powoli budzi do życia uśpioną moc. Całą noc przespałem, chociaż anioły nie potrzebują jakiegoś szczególnie długiego snu. Wysztarczy godzina na zregenerowanie.
Rano obudził mnie zapach naleśników, więc ubrałem się i zszedłem do kuchni, gdzie przy stole siedział już gotowy Arakiel i Leslie produkująca wyśmienite jedzenie. Anioły nie muszą jeść, ale regularne pożywienie pomaga szybciej odbudowywać energię i zwiększa siłę. Dwoje mojego rodzeństwa było właśnie w trakcie rozmowy.
- Metatron odpowiedział wtedy Urielowi, że Abbadon jest władcą Dziewięciu Kręgów.
- Krainy Dziewięciu Kręgów jak już- dodałem siadając naprzeciw chłopaka.
- A Uriel był zdziwiony, bo Meta dodał, że nie wie czy one istnieją.
- Co do tych kręgów- zaczęła Leslie- to jak już jest Piekło i włada nimi Lucyfer z synami. Przecież każdy głupiec wie, że demony pochodzą z innych wymiarów wszechświata.
- No tak, ale Uriel przecież nie opuścił nigdy Nieba a co dopiero, żeby wiedział coś o demonach. I może Abbadon jest Wielkim Demonem, ale jest jeszcze wiele innych, które dorównują mu siłą i również ich nazywa się tym mianem. Jestem ciekaw co by zrobił, gdyby zobaczył Lucyfera.
- Pewnie by go nie rozpoznał- dodałem i podziękowałem za postawiony przez Leslie talerz z naleśnikami w syropie.- A tak w ogóle, to zostajesz w domu.
Chłopak posłał mi zdziwione spojrzenie.
- Od kiedy to decydujesz, co mam robić, Mały?
- Tak będzie lepiej- w mojej obronie stanęła dziewczyna- Będzie to wygladać dziwnie, gdy oboje zjawicie się w nowej szkole. Ja już i tak, żeby tu dłużej zostać, pozwoliłam, aby rozeszła się plotka o mojej operacji odmładzającej.
Spojrzeliśmy z bratem na siebie po czym on wybuchł głośnym śmiechem wypluwając kawałek potrawy na stół.
- Nie wiem co cię tak śmieszy, bracie. Czasami trudne jest patrolowanie jednego miasta przez wiele lat. Kiedyś próbowali mnie spalić na stosie, ponieważ uważali, że jestem czarownicą.
Kiwnąłem potwierdzająco głową. W tych czasach jest o wiele lepiej- dodałem w myślach. We dwójkę ruszyliśmy do Land Rovera siostry i włączyliśmy się do ruchu, zmierzając do szkoły.
- Czego mam się spodziewać? -spytałem włączając radio, z którego popłynęła nowa piosenka jakiejś popowej piosenkarki- Miley, jak dobrze usłyszałem.
- Oprócz dyrektora, uczęszczają tu na zajęcia różne razy podludzi. U mnie w klasie jest wampir, wilkołak i nefilim. W tym roku doszło jeszcze dwóch wilkołaków i anielica ze Stróżów. Ma pecha, dlatego że przypadło jej całe liceum, więc pracuje jako higienistka.
- Higienistka?- spytałem unosząc jedną brew do góry.
- Pielęgniarka pierwszego kontaktu. Szkolna medyczka jak wolisz. W tamtym wieku pomagała na wojnie w Polsce właśnie jako medyczka. Dlatego ma doświadczenie potrzebne do pomagania ludziom. A poza tym od dzisiaj mamy ucznia z przeniesienia z innego kontynentu. Dlatego wezwałam was tutaj, ponieważ może on okazać się synem Mirandy.
- Okay. Może być ciekawie.
Wychodząc z samochodu poczułem lekko elektryzującą aurę mniejszego demona. Kazałem iść siostrze do szkoły a sam ruszyłem na poszukiwania zagubionego stworka. Zobaczyłem go wtedy, kiedy niespodziewanie i z dużą prędkością wjechała w niego ciemnozielona furgonetka. Zatrzymała się z piskiem opon. Podbiegłem do samochodu, niestety demon zniknął. Dwie dziewczyny wyskoczyły z maszyny jak poparzone. Szybko zorientowałem się, że dziewczyna z lekko kręconymi włosami związanymi w koński ogon, to likantropka. Natomiast jej blond włosa towarzyszka nie miała wokół siebie zadnej aury.
-Stało się wam coś?- spytałem na co dziewczyny odwróciły się i jednocześnie odpowiedziały:
- Nie!- blondynka, pomimo braku aury, co czasami się zdarza u ludzi, miała bardzo intrygujące oczy. Jedno było niebieskie, jak u nefilim, a drugie w połowie czarne jak smoła. Spotkałem już w swoim życiu wiele osób z heterochromią, jednak nigdy nie widziałem pół czarnego oka jak u tej dziewczyny.
- Następnym razem bądźcie ostrożniejsze- powiedziałem i wyminąłem lekko zdezorientowaną blondynkę i ruszyłem do budynku. Leslie czekała przy wejściu.
- Mogłeś go spokojnie dogonić- powiedziała i przyjrzała mi się uważnie.
- Jak widzisz likantropka była szybsza.- dziewczyna uśmiechnęła się.
- Ta z podwójnym zabarwieniem oka, to Victoria Shermann- powiedziała kierując się w głąb korytarza.- Pomimo braku aury sprawdziłam ją parę razy.
- Parę razy? Musiała cię zaintrygować, skoro poświęciłaś jej więcej niż jeden raz.
- Mieszka z babcią w wiosce obok Portland, matka zginęła przy porodzie. Ojciec to prawdopodobnie jakiś przypadkowy chłopak z klubu. Jej matka, Alice, miała 16 lat jak ją urodziła. Dziewczyna przeszła w miarę spokojne życie.
- Więc dlaczego wciąż zawraca twoje myśli?- stanęliśmy pod drzwiami gabinetu dyrektora.
- Właśnie to, że jest taka aż za bardzo zwyczajna. Nie ma nigdzie żadnej luki i cały jej życiorys jest idealny. Nawet to, że przyjaźni się z pół demonami nie jest nadzwyczajne. Jestem jej wychowawcą od tego roku. Oprócz niej zajmuję się jeszcze jej przyjaciółką, Lucie Harper. Jest nefilim, więc w razie czego pomóż jej w potrzebie- weszliśmy do gabinetu dyrektora, którym okazał się być jeden z Zwierzchności, Anioł Ivan Moon. Anioły nie mają jako tako nazwisk, ale na Ziemi to bardzo ułatwia pobyt. Kiedyś ludzie nie używali nazwisk, jednak z wiekiem się to zmieniło, a żeby dobrze wypełnić obowiązki, musieliśmy się podporządkować.
- Leslie Medrano, moja ulubiona anielica- Ivan był aniołem w podeszłym wieku, z siwymi włosami i niektórymi blond kosmykami. Wyglądał jak typowy fajny dziadzio w garniturze.
- Jak wiesz, sprawa jest poważna, więc przejdźmy do rzeczy.
- Arhcaniele...- ukłonił się anioł i gestem nakazał usiąść. Nasz świat dzieli się na dwie części: na chóry aniołów, czyli drugi zastęp kłania się pierwszemu, chociaż wyjątkiem są Trony, które są zaraz pod Naszym Stwórcom. Oraz rangi. Zaraz za Tronami jest Michael i Elsa, jako prawa i lewa ręka Ojca, a zaraz pod nimi my, czyli Archanioły- dzieci samego Stwórcy, nie stworzeni, lecz poczęci. Potem przedstawiciele Chórów, członkowie Chórów i Samael.
Przez następne minuty Ivan przygotowywał papiery związane z moim "przeniesieniem" się z Kalifornii jako nowy uczeń. Skoro mam znaleźć tego chłopca, muszę szukać w centrum i dobrze się zakamuflować. A na jakim stanowisku zyskałbym sympatię lepszą niż uczeń? Po prostu się nim stać.
Po zejściu na Ziemię, połażeniu i pozwiedzaniu okolicy, wraz z Arakielem wróciliśmy do domu Leslie znajdującym się na obrzeżach Portland w stanie Maine. Był to jeden z trzech naszych domów w tym rejonie, choć był najmniejszy. Liczył trzy sypialnie i łazienkę na górze oraz kuchnię i salon z małym przedsionkiem na dole. Dominowały tu różne odcienie szarości z białymi i czarnymi dodatkami. Kuchnia i salon były najbardziej zmodernizowane od mojego ostatniego pobytu tutaj. Pewnie Leslie wciągnęła się w wir nowych technologi. No i zrobiła wielki remont jak było napisane na kartce leżącej w kuchni na blacie, który oddzielał ją od salonu. Jeden pokój na górze jest mój i nic w nim nie ruszała, naprzeciw mojego pokoju znajdował się drugi pokój urządzony również na szaro biało jak parter domu. Trzeci pokój należał do Leslie, który najbardziej odbiegał od kolorystyki całego domu. W przeciwieństwie do mojego pokoju, w którym dominowała ciemna zieleń oraz biel i szarość w jej dominował fioletowy z różowo szarymi dodatkami i bladoniebieskimi zasłonkami.
- Nie ma gustu- w progu drzwi stanął białowłosy- Nigdy nie zostanie architektem wnętrz.
- Ja tam bym ją wybrał- wzruszyłem ramionami i zamknąłem drzwi od sypialni starszej siostry. Arakiel wszedł do mojego pokoju i usiadł na średniej wielkości łóżku z zieloną kapą. Rozłożył nogi i jedną ręką bawił się białym loczkiem na głowie. Swego czasu nazywaliśmy go z braćmi Kędzierzawym, ale z czasem stał się po prostu Arakielem. No może czasami mi się wymsknie "Loczek", ale nie gniewa się długo.
- Jak to jest, że ty masz lepszy pokój niż ja? Mogła chociaż te zasłonki mi zawiesić, bo czuje się jak we własnym pokoju.
- Może dlatego, że już tu byłem setki razy i nie opłacało się pakować i rozpakowywać co parę lat.
- Może masz rację. Pierwszy raz jestem w USA. - chłopak uśmiechnął się promiennie i wyjrzał przez okno.- Podejrzewam, że jutro będzie lać jak z cebra.
- Oby nie. Zamierzam jutro zwiedzić nową szkołę.- chłopak siedzący na łóżku spojrzał na mnie pytająco- No wiesz. Syn mirandy jest nastolatkiem. Na pewno zapisze się do jakiejś szkoły.
- A skąd wiesz, że akurat w Portland?
- Bo w tym liceum jest jeden z Zwierzchności. Mógłby pomóc mi go chociaż namierzyć.
- Z każdym wiekiem jesteś coraz mądrzejszy- wstał i poklepał mnie po głowie.- A teraz chodź. Zrobimy naszej księżniczce powitalny obiad.
Pół godziny później do domu wczołgała się wysoka dziewczyna, z włosami prostymi i białymi aż do pasa, w lekkiej i przewiewnej białej bluzce i ołówkowej spódniczce z wychawtowanym na dole złotym tulipanem. Czarną torbę na ramie rzuciła w kąt przedsionka i skierowała się w naszą stronę. Kiedy podniosła głowę na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech skutecznie zwyciężając ze zmęczeniem.
- Gabrielu, jak miło cię widzieć!- przytuliła mnie mocno. Co jak co ale uścisk miała mocny. Po chwili odsunęła się ode mnie i również to samo zrobiła witając się z Arakielem.
- Ależ wyrosłaś!- powiedział Loczek.- Ostatnim razem miałaś dużo krótsze włosy.
- A tobie jeszcze bardziej się pokręciły- zachichotała i usiadła do nakrytego stołu.
- Nie pamiętam, co lubisz- mruknął Arakiel- więc przygotowałem jedyne danie które umiem.
Dziewczyna zerknęła na talerz spaghetti i kiwnęła głową lekko naburmuszona.
- Jesteś okropny. Mogłeś już spytać Gabe'a. Chociaż doceniam twoje starania
Przez cały posiłek rozmawialiśmy o przeróżnych głupotach. Arakiel opowiadał jak to Metatron wrócił z misji i ścigał się z Urielem, który szybciej wyrobi większego bicepsa. Oczywiście Metatron wygrał i w nagrodę kazał Urielowi do siebie mówić "mistrzu". Nasz Ojciec uśmiechnął się słuchając skargi Uriela ale pochwalił go za uczciwą walkę. Natomiast Morgana- nasza matka- powiedziała Metatronowi, żeby darował karę młodszemu bratu i zabrał go na następną misję.
Również cały wieczór przesiedzieliśmy w salonie i przegadaliśmy. Tym razem zajęliśmy się sprawą młodego półanioła, który powoli budzi do życia uśpioną moc. Całą noc przespałem, chociaż anioły nie potrzebują jakiegoś szczególnie długiego snu. Wysztarczy godzina na zregenerowanie.
Rano obudził mnie zapach naleśników, więc ubrałem się i zszedłem do kuchni, gdzie przy stole siedział już gotowy Arakiel i Leslie produkująca wyśmienite jedzenie. Anioły nie muszą jeść, ale regularne pożywienie pomaga szybciej odbudowywać energię i zwiększa siłę. Dwoje mojego rodzeństwa było właśnie w trakcie rozmowy.
- Metatron odpowiedział wtedy Urielowi, że Abbadon jest władcą Dziewięciu Kręgów.
- Krainy Dziewięciu Kręgów jak już- dodałem siadając naprzeciw chłopaka.
- A Uriel był zdziwiony, bo Meta dodał, że nie wie czy one istnieją.
- Co do tych kręgów- zaczęła Leslie- to jak już jest Piekło i włada nimi Lucyfer z synami. Przecież każdy głupiec wie, że demony pochodzą z innych wymiarów wszechświata.
- No tak, ale Uriel przecież nie opuścił nigdy Nieba a co dopiero, żeby wiedział coś o demonach. I może Abbadon jest Wielkim Demonem, ale jest jeszcze wiele innych, które dorównują mu siłą i również ich nazywa się tym mianem. Jestem ciekaw co by zrobił, gdyby zobaczył Lucyfera.
- Pewnie by go nie rozpoznał- dodałem i podziękowałem za postawiony przez Leslie talerz z naleśnikami w syropie.- A tak w ogóle, to zostajesz w domu.
Chłopak posłał mi zdziwione spojrzenie.
- Od kiedy to decydujesz, co mam robić, Mały?
- Tak będzie lepiej- w mojej obronie stanęła dziewczyna- Będzie to wygladać dziwnie, gdy oboje zjawicie się w nowej szkole. Ja już i tak, żeby tu dłużej zostać, pozwoliłam, aby rozeszła się plotka o mojej operacji odmładzającej.
Spojrzeliśmy z bratem na siebie po czym on wybuchł głośnym śmiechem wypluwając kawałek potrawy na stół.
- Nie wiem co cię tak śmieszy, bracie. Czasami trudne jest patrolowanie jednego miasta przez wiele lat. Kiedyś próbowali mnie spalić na stosie, ponieważ uważali, że jestem czarownicą.
Kiwnąłem potwierdzająco głową. W tych czasach jest o wiele lepiej- dodałem w myślach. We dwójkę ruszyliśmy do Land Rovera siostry i włączyliśmy się do ruchu, zmierzając do szkoły.
- Czego mam się spodziewać? -spytałem włączając radio, z którego popłynęła nowa piosenka jakiejś popowej piosenkarki- Miley, jak dobrze usłyszałem.
- Oprócz dyrektora, uczęszczają tu na zajęcia różne razy podludzi. U mnie w klasie jest wampir, wilkołak i nefilim. W tym roku doszło jeszcze dwóch wilkołaków i anielica ze Stróżów. Ma pecha, dlatego że przypadło jej całe liceum, więc pracuje jako higienistka.
- Higienistka?- spytałem unosząc jedną brew do góry.
- Pielęgniarka pierwszego kontaktu. Szkolna medyczka jak wolisz. W tamtym wieku pomagała na wojnie w Polsce właśnie jako medyczka. Dlatego ma doświadczenie potrzebne do pomagania ludziom. A poza tym od dzisiaj mamy ucznia z przeniesienia z innego kontynentu. Dlatego wezwałam was tutaj, ponieważ może on okazać się synem Mirandy.
- Okay. Może być ciekawie.
Wychodząc z samochodu poczułem lekko elektryzującą aurę mniejszego demona. Kazałem iść siostrze do szkoły a sam ruszyłem na poszukiwania zagubionego stworka. Zobaczyłem go wtedy, kiedy niespodziewanie i z dużą prędkością wjechała w niego ciemnozielona furgonetka. Zatrzymała się z piskiem opon. Podbiegłem do samochodu, niestety demon zniknął. Dwie dziewczyny wyskoczyły z maszyny jak poparzone. Szybko zorientowałem się, że dziewczyna z lekko kręconymi włosami związanymi w koński ogon, to likantropka. Natomiast jej blond włosa towarzyszka nie miała wokół siebie zadnej aury.
-Stało się wam coś?- spytałem na co dziewczyny odwróciły się i jednocześnie odpowiedziały:
- Nie!- blondynka, pomimo braku aury, co czasami się zdarza u ludzi, miała bardzo intrygujące oczy. Jedno było niebieskie, jak u nefilim, a drugie w połowie czarne jak smoła. Spotkałem już w swoim życiu wiele osób z heterochromią, jednak nigdy nie widziałem pół czarnego oka jak u tej dziewczyny.
- Następnym razem bądźcie ostrożniejsze- powiedziałem i wyminąłem lekko zdezorientowaną blondynkę i ruszyłem do budynku. Leslie czekała przy wejściu.
- Mogłeś go spokojnie dogonić- powiedziała i przyjrzała mi się uważnie.
- Jak widzisz likantropka była szybsza.- dziewczyna uśmiechnęła się.
- Ta z podwójnym zabarwieniem oka, to Victoria Shermann- powiedziała kierując się w głąb korytarza.- Pomimo braku aury sprawdziłam ją parę razy.
- Parę razy? Musiała cię zaintrygować, skoro poświęciłaś jej więcej niż jeden raz.
- Mieszka z babcią w wiosce obok Portland, matka zginęła przy porodzie. Ojciec to prawdopodobnie jakiś przypadkowy chłopak z klubu. Jej matka, Alice, miała 16 lat jak ją urodziła. Dziewczyna przeszła w miarę spokojne życie.
- Więc dlaczego wciąż zawraca twoje myśli?- stanęliśmy pod drzwiami gabinetu dyrektora.
- Właśnie to, że jest taka aż za bardzo zwyczajna. Nie ma nigdzie żadnej luki i cały jej życiorys jest idealny. Nawet to, że przyjaźni się z pół demonami nie jest nadzwyczajne. Jestem jej wychowawcą od tego roku. Oprócz niej zajmuję się jeszcze jej przyjaciółką, Lucie Harper. Jest nefilim, więc w razie czego pomóż jej w potrzebie- weszliśmy do gabinetu dyrektora, którym okazał się być jeden z Zwierzchności, Anioł Ivan Moon. Anioły nie mają jako tako nazwisk, ale na Ziemi to bardzo ułatwia pobyt. Kiedyś ludzie nie używali nazwisk, jednak z wiekiem się to zmieniło, a żeby dobrze wypełnić obowiązki, musieliśmy się podporządkować.
- Leslie Medrano, moja ulubiona anielica- Ivan był aniołem w podeszłym wieku, z siwymi włosami i niektórymi blond kosmykami. Wyglądał jak typowy fajny dziadzio w garniturze.
- Jak wiesz, sprawa jest poważna, więc przejdźmy do rzeczy.
- Arhcaniele...- ukłonił się anioł i gestem nakazał usiąść. Nasz świat dzieli się na dwie części: na chóry aniołów, czyli drugi zastęp kłania się pierwszemu, chociaż wyjątkiem są Trony, które są zaraz pod Naszym Stwórcom. Oraz rangi. Zaraz za Tronami jest Michael i Elsa, jako prawa i lewa ręka Ojca, a zaraz pod nimi my, czyli Archanioły- dzieci samego Stwórcy, nie stworzeni, lecz poczęci. Potem przedstawiciele Chórów, członkowie Chórów i Samael.
Przez następne minuty Ivan przygotowywał papiery związane z moim "przeniesieniem" się z Kalifornii jako nowy uczeń. Skoro mam znaleźć tego chłopca, muszę szukać w centrum i dobrze się zakamuflować. A na jakim stanowisku zyskałbym sympatię lepszą niż uczeń? Po prostu się nim stać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)