sobota, 10 marca 2018

Rozdział 2 "Szkoła"

GABRIEL


Po zejściu na Ziemię, połażeniu i pozwiedzaniu okolicy, wraz z Arakielem wróciliśmy do domu Leslie znajdującym się na obrzeżach Portland w stanie Maine. Był to jeden z trzech naszych domów w tym rejonie, choć był najmniejszy. Liczył trzy sypialnie i łazienkę na górze oraz kuchnię i salon z małym przedsionkiem na dole. Dominowały tu różne odcienie szarości z białymi i czarnymi dodatkami. Kuchnia i salon były najbardziej zmodernizowane od mojego ostatniego pobytu tutaj. Pewnie Leslie wciągnęła się w wir nowych technologi. No i zrobiła wielki remont jak było napisane na kartce leżącej w kuchni na blacie, który oddzielał ją od salonu. Jeden pokój na górze jest mój i nic w nim nie ruszała, naprzeciw mojego pokoju znajdował się drugi pokój urządzony również na szaro biało jak parter domu. Trzeci pokój należał do Leslie, który najbardziej odbiegał od kolorystyki całego domu. W przeciwieństwie do mojego pokoju, w którym dominowała ciemna zieleń oraz biel i szarość w jej dominował fioletowy z różowo szarymi dodatkami i bladoniebieskimi zasłonkami.
- Nie ma gustu- w progu drzwi stanął białowłosy- Nigdy nie zostanie architektem wnętrz.
- Ja tam bym ją wybrał- wzruszyłem ramionami i zamknąłem drzwi od sypialni starszej siostry. Arakiel wszedł do mojego pokoju i usiadł na średniej wielkości łóżku z zieloną kapą. Rozłożył nogi i jedną ręką bawił się białym loczkiem na głowie. Swego czasu nazywaliśmy go z braćmi Kędzierzawym, ale z czasem stał się po prostu Arakielem. No może czasami mi się wymsknie "Loczek", ale nie gniewa się długo.
- Jak to jest, że ty masz lepszy pokój niż ja? Mogła chociaż te zasłonki mi zawiesić, bo czuje się jak we własnym pokoju.
- Może dlatego, że już tu byłem setki razy i nie opłacało się pakować i rozpakowywać co parę lat.
- Może masz rację. Pierwszy raz jestem w USA. - chłopak uśmiechnął się promiennie i wyjrzał przez okno.- Podejrzewam, że jutro będzie lać jak z cebra.
- Oby nie. Zamierzam jutro zwiedzić nową szkołę.- chłopak siedzący na łóżku spojrzał na mnie pytająco- No wiesz. Syn mirandy jest nastolatkiem. Na pewno zapisze się do jakiejś szkoły.
- A skąd wiesz, że akurat w Portland?
- Bo w tym liceum jest jeden z Zwierzchności. Mógłby pomóc mi go chociaż namierzyć.
- Z każdym wiekiem jesteś coraz mądrzejszy- wstał i poklepał mnie po głowie.- A teraz chodź. Zrobimy naszej księżniczce powitalny obiad.

Pół godziny później do domu wczołgała się wysoka dziewczyna, z włosami prostymi i białymi aż do pasa, w lekkiej i przewiewnej białej bluzce i ołówkowej spódniczce z wychawtowanym na dole  złotym tulipanem. Czarną torbę na ramie rzuciła w kąt przedsionka i skierowała się w naszą stronę. Kiedy podniosła głowę na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech skutecznie zwyciężając ze zmęczeniem.
- Gabrielu, jak miło cię widzieć!- przytuliła mnie mocno. Co jak co ale uścisk miała mocny. Po chwili odsunęła się ode mnie i również to samo zrobiła witając się z Arakielem.
- Ależ wyrosłaś!- powiedział Loczek.- Ostatnim razem miałaś dużo krótsze włosy.
- A tobie jeszcze bardziej się pokręciły- zachichotała i usiadła do nakrytego stołu.
- Nie pamiętam, co lubisz- mruknął Arakiel- więc przygotowałem jedyne danie które umiem.
Dziewczyna zerknęła na talerz spaghetti i kiwnęła głową lekko naburmuszona.
- Jesteś okropny. Mogłeś już spytać Gabe'a. Chociaż doceniam twoje starania
Przez cały posiłek rozmawialiśmy o przeróżnych głupotach. Arakiel opowiadał jak to Metatron wrócił z misji i ścigał się z Urielem, który szybciej wyrobi większego bicepsa. Oczywiście Metatron wygrał i w nagrodę kazał Urielowi do siebie mówić "mistrzu". Nasz Ojciec uśmiechnął się słuchając skargi Uriela ale pochwalił go za uczciwą walkę. Natomiast Morgana- nasza matka- powiedziała Metatronowi, żeby darował karę młodszemu bratu i zabrał go na następną misję.
Również cały wieczór przesiedzieliśmy w salonie i przegadaliśmy. Tym razem zajęliśmy się sprawą młodego półanioła, który powoli budzi do życia uśpioną moc. Całą noc przespałem, chociaż anioły nie potrzebują jakiegoś szczególnie długiego snu. Wysztarczy godzina na zregenerowanie.
Rano obudził mnie zapach naleśników, więc ubrałem się i zszedłem do kuchni, gdzie przy stole siedział już gotowy Arakiel i Leslie produkująca wyśmienite jedzenie. Anioły nie muszą jeść, ale regularne pożywienie pomaga szybciej odbudowywać energię i zwiększa siłę. Dwoje mojego rodzeństwa było właśnie w trakcie rozmowy.
- Metatron odpowiedział wtedy Urielowi, że Abbadon jest władcą Dziewięciu Kręgów.
- Krainy Dziewięciu Kręgów jak już- dodałem siadając naprzeciw chłopaka.
- A Uriel był zdziwiony, bo Meta dodał, że nie wie czy one istnieją.
- Co do tych kręgów- zaczęła Leslie- to jak już jest Piekło i włada nimi Lucyfer z synami. Przecież każdy głupiec wie, że demony pochodzą z innych wymiarów wszechświata.
- No tak, ale Uriel przecież nie opuścił nigdy Nieba a co dopiero, żeby wiedział coś o demonach. I może Abbadon jest Wielkim Demonem, ale jest jeszcze wiele innych, które dorównują mu siłą i również ich nazywa się tym mianem. Jestem ciekaw co by zrobił, gdyby zobaczył Lucyfera.
- Pewnie by go nie rozpoznał- dodałem i podziękowałem za postawiony przez Leslie talerz z naleśnikami w syropie.- A tak w ogóle, to zostajesz w domu.
Chłopak posłał mi zdziwione spojrzenie.
- Od kiedy to decydujesz, co mam robić, Mały?
- Tak będzie lepiej- w mojej obronie stanęła dziewczyna- Będzie to wygladać dziwnie, gdy oboje zjawicie się w nowej szkole. Ja już i tak, żeby tu dłużej zostać, pozwoliłam, aby rozeszła się plotka o mojej operacji odmładzającej.
Spojrzeliśmy z bratem na siebie po czym on wybuchł głośnym śmiechem wypluwając kawałek potrawy na stół.
- Nie wiem co cię tak śmieszy, bracie. Czasami trudne jest patrolowanie jednego miasta przez wiele lat. Kiedyś próbowali mnie spalić na stosie, ponieważ uważali, że jestem czarownicą.
Kiwnąłem potwierdzająco głową. W tych czasach jest o wiele lepiej- dodałem w myślach. We dwójkę ruszyliśmy do Land Rovera siostry i włączyliśmy się do ruchu, zmierzając do szkoły.
- Czego mam się spodziewać? -spytałem włączając radio, z którego popłynęła nowa piosenka jakiejś popowej piosenkarki- Miley, jak dobrze usłyszałem.
- Oprócz dyrektora, uczęszczają tu na zajęcia różne razy podludzi. U mnie w klasie jest wampir, wilkołak i nefilim. W tym roku doszło jeszcze dwóch wilkołaków i anielica ze Stróżów. Ma pecha, dlatego że przypadło jej całe liceum, więc pracuje jako higienistka.
- Higienistka?- spytałem unosząc jedną brew do góry.
- Pielęgniarka pierwszego kontaktu. Szkolna medyczka jak wolisz. W tamtym wieku pomagała na wojnie w Polsce właśnie jako medyczka. Dlatego ma doświadczenie potrzebne do pomagania ludziom. A poza tym od dzisiaj mamy ucznia z przeniesienia z innego kontynentu. Dlatego wezwałam was tutaj, ponieważ może on okazać się synem Mirandy.
- Okay. Może być ciekawie.


Wychodząc z samochodu poczułem lekko elektryzującą aurę mniejszego demona. Kazałem iść siostrze do szkoły a sam ruszyłem na poszukiwania zagubionego stworka. Zobaczyłem go wtedy, kiedy niespodziewanie i z dużą prędkością wjechała w niego ciemnozielona furgonetka. Zatrzymała się z piskiem opon. Podbiegłem do samochodu,  niestety demon zniknął. Dwie dziewczyny wyskoczyły z maszyny jak poparzone. Szybko zorientowałem się, że dziewczyna z lekko kręconymi włosami związanymi w koński ogon, to likantropka. Natomiast jej blond włosa towarzyszka nie miała wokół siebie zadnej aury.
-Stało się wam coś?- spytałem na co dziewczyny odwróciły się i jednocześnie odpowiedziały:
- Nie!- blondynka, pomimo braku aury, co czasami się zdarza u ludzi, miała bardzo intrygujące oczy. Jedno było niebieskie, jak u nefilim, a drugie w połowie czarne jak smoła. Spotkałem już w swoim życiu wiele osób z heterochromią, jednak nigdy nie widziałem pół czarnego oka jak u tej dziewczyny.
- Następnym razem bądźcie ostrożniejsze- powiedziałem i wyminąłem lekko zdezorientowaną blondynkę i ruszyłem do budynku. Leslie czekała przy wejściu.
- Mogłeś go spokojnie dogonić- powiedziała i przyjrzała mi się uważnie.
- Jak widzisz likantropka była szybsza.- dziewczyna uśmiechnęła się.
- Ta z podwójnym zabarwieniem oka, to Victoria Shermann- powiedziała kierując się w głąb korytarza.- Pomimo braku aury sprawdziłam ją parę razy.
- Parę razy? Musiała cię zaintrygować, skoro poświęciłaś jej więcej niż jeden raz.
- Mieszka z babcią w wiosce obok Portland, matka zginęła przy porodzie. Ojciec to prawdopodobnie jakiś przypadkowy chłopak z klubu. Jej matka, Alice, miała 16 lat jak ją urodziła. Dziewczyna przeszła w miarę spokojne życie.
- Więc dlaczego wciąż zawraca twoje myśli?- stanęliśmy pod drzwiami gabinetu dyrektora.
- Właśnie to, że jest taka aż za bardzo zwyczajna. Nie ma nigdzie żadnej luki i cały jej życiorys jest idealny. Nawet to, że przyjaźni się z pół demonami  nie jest nadzwyczajne. Jestem jej wychowawcą od tego roku. Oprócz niej zajmuję się jeszcze jej przyjaciółką, Lucie Harper. Jest nefilim, więc w razie czego pomóż jej w potrzebie- weszliśmy do gabinetu dyrektora, którym okazał się być jeden z Zwierzchności, Anioł Ivan Moon. Anioły nie mają jako tako nazwisk, ale na Ziemi to bardzo ułatwia pobyt. Kiedyś ludzie  nie używali nazwisk, jednak z wiekiem się to zmieniło, a żeby dobrze wypełnić obowiązki, musieliśmy się podporządkować.
- Leslie Medrano, moja ulubiona anielica- Ivan był aniołem w podeszłym wieku, z siwymi włosami i niektórymi blond kosmykami. Wyglądał jak typowy fajny dziadzio w garniturze.
- Jak wiesz, sprawa jest poważna, więc przejdźmy do rzeczy.
- Arhcaniele...- ukłonił się anioł i gestem nakazał usiąść. Nasz świat dzieli się na dwie części: na chóry aniołów, czyli drugi zastęp kłania się pierwszemu, chociaż wyjątkiem są Trony, które są zaraz pod Naszym Stwórcom. Oraz rangi. Zaraz za Tronami jest Michael i Elsa, jako prawa i lewa ręka Ojca, a zaraz pod nimi my, czyli Archanioły- dzieci samego Stwórcy, nie stworzeni, lecz poczęci. Potem przedstawiciele Chórów, członkowie Chórów i Samael.
Przez następne minuty Ivan przygotowywał papiery związane z moim "przeniesieniem" się z Kalifornii jako nowy uczeń. Skoro mam znaleźć tego chłopca, muszę szukać w centrum i dobrze się zakamuflować. A na jakim stanowisku zyskałbym sympatię lepszą niż uczeń? Po prostu się nim stać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz