środa, 16 maja 2018

Rozdział 6 "Szatan- syn Lucyfera"

VICTORIA

Siedziałam już drugą godzinę w bibliotece i układałam książki w rzędzie D. Było ich sporo. Całkiem pokaźna kolekcja. "Dzieci", "Dzieci Ognia" , "Dziury- zjawisko fizyczne czy biologiczne?"- kto czyta takie książki?  No cóż. Podobno miał mi ktoś pomagać, aby uporać się z tym do balu jesiennego, czyli dokładnie za dwa tygodnie. Jednak jak gościa nie było, tak nie ma. Pani bibliotekarka dała mi rozmieszczenie półek i rodzaje książek, jakie mają się na nich znaleźć. Najwięcej książek do ułożenia było w dziale H, T i X. Nie wiem, czy na X jest wystarczająco dużo książek, aby nazywać ten dział największym. Chociaż, patrząc na zbiór w babci biblioteczce....
"Xenia" "Xenia: Odkupienie" "Xawery i Bianka" "Z Archiwum X"... A nie. To ostatnie to w dziale na Z.
Wzięłam szczoteczkę do kurzu i przetarłam półkę na samym dole. Spostrzegłam dwie pary czarnych, eleganckich butów. Powoli podniosłam się do pozycji pionowej i tak stanęłam naprzeciw chłopaka. Gabriel przyglądał mi się przez chwilę a na jego ustach gościł lekki uśmiech.
- Nie poszłaś na potańcówkę?- spytał i zlustrował mnie wzrokiem. Boże! Jeszcze raz tak zrobi a dostanie tym ciężkim tomem w głowę.
- Jak widzisz. Mógłbyś się odsunąć? Przeszkadzasz.
- Przepraszam- odsunął się odrobinę dając mi dojście do półki. - Więc to ty będziesz mi tutaj pomagać?
- Właśnie- Pomagać. A nie wykonywać całą twoją robotę bo stwierdziłeś, że pójdziesz sobie na potańcówkę.
- Leslie cię przysłała?
- Tak. A co?- spojrzałam na niego, by po chwili zacząć czyścić czwartą półkę. Chyba zaczynam lubić wycierać kurze. Nie ma chyba nic prostszego do roboty.
- Ehhh- westchnął i pomasował swoje czoło.
- Aż tak mnie nie lubisz, że ci to przeszkadza?
- Nie, ale myślałem, że przyśle jakiegoś chłopaka.- stanęłam na chwilę by zacząć się śmiać w wniebogłosy. - O co ci chodzi?
- Nie wiedziałam, że lubisz chłopców- uspokoiłam się i wzięłam głęboki oddech. Gabriel wywrócił oczami i zdjął marynarkę. Kto normalny idzie w garniaku na potańcówkę?
Wzięłam drabinę i postawiłam koło regału, aby wytrzeć wyższe półki a blondyn zaczął segregować na niej książki. Kiedy tak patrzyłam na niego z góry, wydawał się troszeczkę mniejszy. No i chyba ściął włosy. Są krótsze, niż ostatnio. Znaczy grzywka dalej spada mu na te cholernie błękitne oczy, ale z tyłu są prawie wygolone. Znaczy nie to, żebym się jakoś specjalnie mu przyglądała od jakiegoś czasu. Tak w sumie, to nawet się mu nie przedstawiłam. Pewnie wie, jak mam na imię i ja wiem, jak on ma na imię, ale żeby powiedzieć to tak oficjalnie z podaniem ręki.... Nie było takiego przywitania. Ale ja pierwsza nie powiem tego. Niech sam zainicjuje przywitanie. Coś w stylu" Ah, wiesz, nie przedstawiłem sie jeszcze, jestem Gabriel Medrano, a ty?".
Nagle po plecach przeszedł mi zimny dreszcz i poczułam zimny pot spływający mi po całym ciele. Spojrzałam na Gabriela a on uważnie mi się przyglądał tak, jakby cos analizował. Pewnie siedzielibyśmy i gapili się sobie w oczy do rana, gdyby nie trzask drzwi. Podskoczyłam na drabinie i nie zdążyłam się złapać. Poleciałam w dół i zamknęłam oczy, czekając na przytulaska z podłogą. Uderzenie wydało głośne echo, przez co wydawało się boleśniejsze. Jednak kiedy otworzyłam oczy, nic mnie nie bolało. Zerknęłam na wystraszonego Gabriela i wstałam na nogi.
- No wiesz, mogłeś chociaż udawać, że mnie łapiesz! A jakbym walnęła głową  w ostry kant półki?
Chłopak spojrzał na coś, znajdującego się ponad moim ramieniem a ja dopiero w tej chwili poczułam, jak temperatura w pomieszczeniu spadła pewnie poniżej zera.
- Czy jeśli spytam, czy za moimi plecami stoi jakiś potwór, to mi to powiesz, co nie?
- Jaki znowu potwór, skarbeńku?- powoli odwróciłam się usłyszawszy strasznie piskliwy głosik. Przede mną stał chłopak, mojego wzrostu z czarnymi oczami, jak u Marcela, jednak z takim szarym zabarwieniem skóry. No i  nie można było  zignorować tych dwóch czerwonych rogów w puklach czarnych loków. Poczułam dłoń na swojej talii i zostałam pociągnięta do tyłu.
- Co tu robisz?- spytał lodowatym tonem Gabriel. Loczek zaśmiał się wesoło.
- Och, drogi Aniele, co tak groźnie? Gabrielu, nie wiedzieliśmy się szmat czasu a ty tak agresywnie.
- Nie przypominam sobie, żeby nasze spotkanie należało do tych najprzyjemniejszych.
- W sumie, to nie do ciebie tutaj przybyłem- jego czarne oczy spojrzały na mnie, a po chwili na rękę Gabriela spoczywającą ciągle na mojej talii.- Chociaż nieźle się trzymasz. Widzę, że znalazłeś sobie śmiertelną towarzyszkę.
- Nie zmieniaj tematu. Mów, po co żeś przylazł?
- No wiesz, skoro zeszedłeś na Ziemię. Syn Mirandy. Szukam go. Przebywałem właśnie w Korei. Ale Abbadon wykrył sygnał. Jak myślisz. Kto go wysłał?
- Niemożliwe!- Gabriel otworzył szerzej oczy.- Przecież blokada została nałożona na dom! Chłopak nie mógł wysłać sygnału. Jest pod nadzorem.
- Ah, syn Mirandy to inna sprawa.Myślę, że mogę ci powiedzieć- podszedł bliżej. Gabriel zareagował natychmiastowo i wyciągnął przed siebie miecz. Co? Miecz? Co tu do cholery robi miecz?
- Nawet nie waż się podchodzić- stanął przede mną jednocześnie zasłaniając mnie swoim ciałem.
- Boże! Weź swojego syna- czarnooki wzniósł ręce do góry- Chciałem cię poinformować, że w tej okolicy odebraliśmy sygnał znacznie potężniejszy, niż syna Mirandy. Być może to jakiś Demon lub
Upadły, który chce podbić Mroczny Świat i takie tam- machnął ręką.- Jeśli tak, to znajdź go i zabij. Załatwisz go i ani my ani wy nie będziecie mieć później z nim problemu. Przyszedłem cię o tym poinformować, ponieważ dostałem info, że to ty jesteś tutaj stróżem. Aha- znowu spojrzał na mnie ale jego wzrok wydawał się bardziej.... milszy?- Nie chciałem wystraszyć twojej koleżanki. Nowa Anielica zapewne, ale igraszki w bibliotece też są widoczne Archaniele. Twój ojciec nie będzie zadowolony, że wykorzystujesz nowego żołnierza z waszej armii. Mam rozkazy nie wdawać się w  bójki z tobą, Gabrielu, tak więc żegnam i do następnego.
W chwili, kiedy czarnooki zniknął zza regału wypadła pani Leslie w towarzystwie dyrektora szkoły, higienistki, Lucie i jakiegoś nieznajomego chłopca.


W gabinecie dyrektora Moona było nadzwyczaj tłoczno, niż normalnie. Oprócz garstki ludzi nie znałam nikogo i nie kojarzyłam tych ludzi ze szkoły. Od opuszczenia biblioteki czułam na sobie wzrok blondyna. Przenikliwy i chłodny.
- Jak to Szatan? Gabrielu, przecież nie mógł się tu dostać niepostrzeżenie- pani Leslie walnęła ręką w stół a ja aż podskoczyłam.- Zabezpieczenia są za potężne jak na jego klasę upadłego.
- Stał przede mną- powtarzał po raz enty tego wieczora.- Żywy.
- Czyli faktycznie mamy w szkole Upadłego lub Demona o większej sile, zdolnej do roztopienia częściowo bariery.- mruknął loczkowłosy. Odwrócił sie w stronę zebranych.- No i chyba Szatan trochę zabalował. W tej dziewczynie nie ma nic z Anioła. Ale... nieważne. Myślę, że Gabriel odprowadzi koleżankę do domu i zaopiekuje się Lucie i Marcelem, a ja i Leslie przeskanujemy jeszcze raz teren szkoły i okolice Portland. A tak w ogóle- jego wzrok znowu skupił się na mnie, jednak teraz był o wiele cieplejszy, niż przed chwilą. Chłopak wyciągnął w moją stronę rękę a ja nieśmiało ją uścisnęłam- Jestem bratem Gabe'a. Nazywam się Arakiel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz