sobota, 21 kwietnia 2018

Rozdział 5 "Prawda... Czy mogę im powiedzieć?

VICTORIA


-Dwa miesiące temu u sąsiadów wybuchł pożar. Był wielki i szybko się rozprzestrzenił na sąsiednie domy. Podczas ucieczki tata został ciężko ranny a moja młodsza siostra zginęła na miejscu. W szpitalu powiedzieli nam, że tata nie ma szans na wybudzenie się ze śpiączki. Lekarz, przyjaciel rodziny, przeniósł tatę do szpitala w Los Angeles, gdzie zajęli się nim wykwalifikowani specjaliści. Ale Eunji...- głos mu się załamał i przez chwilę nie mógł się opanować- Była moją młodszą i jedyną siostrzyczką. Miała 10 lat.- spojrzał na mnie w zadumie- miała podobny charakter do twojego. Była pyskata i wygadana jak na swój wiek i bardzo przemądrzała. Ale broniła swoich przyjaciół. Jedyne, co mi po niej pozostało to wspomnienia.
Przez chwilę milczeliśmy, siedząc wspólnie przy stole. Cała wesołość  wywołana moją przekomarzanką z Gabrielem wyparowała a w pomieszczeniu unosił się smutek bolesnych wspomnień Marcela. Chciałam coś powiedzieć, ale gardło miałam zaciśnięte a do oczu wkradły mi się łzy. David siedział z twarzą niewyrażającą żadnych uczuć a powagi dodawała mu naturalna bladość cery. Jedynie Maia siedziała i myślała nad czymś gorączkowo. Po chwili, jakby coś ją olśniło, zapytała o coś, co mnie umknęło.
- Jeśli twój tata jest w szpitalu w LA, to co ty robisz tutaj u nas, w Maine?
Chłopak przez chwilę zastanawiał się, by po usiąść prosto i z powagą w oczach spytać:
- Czy, jeśli powiedziałbym wam, że lekarz kazał mi uciekać jak najdalej od kobiety, której pomogłem w Korei, ponieważ zagrażała mojemu bezpieczeństwu jak i moich rodziców, uwierzylibyście? Czy musiałbym wymyślać jakaś historię o odcinaniu się od problemów rodzinnych?
- Wiesz, są rzeczy, które nie zdziwią nas do takiego stopnia, jakbyś się spodziewał- odparłam.- Jeśli chcesz nam powiedzieć, że do twojego życia w ostatnich dniach wtargnęły Anioły, to muszę ci powiedzieć, że podejrzewaliśmy cię o kontakty z nimi.
-Co?- chłopak wydawał się wyraźnie zdziwiony, ale finalnie na jego twarzy odmalowała się ulga.
- Lucie jest pół aniołem- zaczął z wahaniem David- Ostrzegała nas, że czuje od ciebie dziwną aurę, czy coś w tym stylu.
- Wiem, kiedy ktoś nie chce mnie do siebie za bardzo dopuścić, więc chciałem wam to jak najszybciej wyjaśnić, ale "pewna osoba"-zrobił nacisk na dwa ostatnie wyrazy patrząc przy tym na mnie.- odwiodła mnie od tego pomysłu. A Lucie wydaje się bardzo miła, jednak sposób w jaki na mnie patrzy, z rezerwą, wytrąca mnie z równowagi.
-Myślę- zaczęłam- że ona przeżyje to, że cię wtajemniczyliśmy. Maia jest wilkołakiem a David wampirem. Ty zapewne pół anioł?- chłopak uśmiechający się lekko przed chwilą zamarł.
- No co jest?- zagadnął go czarnowłosy.- Jesteś pół Bogiem?
- Jestem czymś o wiele gorszym, niż by cię zdawało- mruknął.- Ale skoro zacząłem mówić prawdę, to mogę się również nią z wami podzielić. Fakt, moją matka jest Anielica, jedna ze stróżów. Moja, jakby to powiedzieć, zastępcza mama opowiadała mi o niej. Jak kiedyś przyszła do nich po poronieniu i oznajmiła, że mogą mieć dziecko. Sou Lee, bo tak ma na imię, cieszyła się bardzo i wzięła mnie pod swoje skrzydła mimo tego, że groziło mi niebezpieczeństwo. Han Sung, tata, obiecał chronić mnie przed niebezpieczeństwem. Pomagał im lekarz, jak się dowiedziałem,  był Aniołem Stróżem mojej mamy, Sou Lee. Podczas pożaru dwa domy dalej, pewna kobieta już jedną nogą była po drugiej stronie. Pobiegłem do niej i pomogłem jej wyjść spod zwęglonych belek, które na nią spadły. Byłem w szoku, że płomień nie poparzył mnie tak, jakbym się spodziewał. Kobiecie nic się nie stało, ale doktor wytłumaczył mi potem, co zrobiłem. Niechcący ją uzdrowiłem. Razem z mamą wytłumaczyli mi kim jestem. Jak niebezpieczny jestem. Jak nieprzewidywalny i nieobliczalny mogę się stać, nie mając absolutnej władzy nad samym sobą. Nie mówcie Gabrielowi o tym, o czym teraz wam mówię. Jestem pod jego skrzydłami przez czas nieokreślony. Nie do końca mogę nazwać się Aniołem, gdy moim ojcem jest Władca Demonów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz