piątek, 6 kwietnia 2018

Rozdział 4 "Blokada"

GABRIEL


Cały dzień to jednak za mało, żeby znaleźć coś, co mogłoby mi pomóc choć trochę przybliżyć się do umocnienia pękającego czaru ochronnego na Marcelu. Udało mi się wczoraj z nim porozmawiać i zaprosić dzisiaj na herbatę do mnie do domu. Chłopak niechętnie się zgodził, jednak przystanął na moją propozycję. Myślałem, że jak zdradzę mu cokolwiek na temat sytuacji w jakiej się znalazł, to będzie uważał mnie za jakiegoś czubka. A jednak chłopak podejrzewał, że dzieje się z nim coś dziwnego. Powiedział, że rozmawiał z rodzicami i dowiedział się, że jest adoptowany i w razie potrzeby niech przyjdą z prośbą do kościoła. I tu jest pies pogrzebany, ponieważ są ateistami i go nie ochrzcili.
- Mam dość!- krzyknął kędzierzawy.- Czy Mikaela nie mówiła ci, jakie zaklęcie obronne zastosowała?
- Użyła ich parę, a odbudowanie każdego po kolei zajmie nam sporo czasu- odpowiedziałem, wertując Księgę Niebiańską, dostępną tylko dla Archaniołów.- W księdze są różne czary, uroki i "zaklęcia" ochronne, ale nic nam nie pomogą przy barierze z parunastu czarów Anioła Stróża.
- Moglibyśmy zdjąć blokadę, ale to będzie bardzo ryzykowne- zaproponowała Leslie.
- Bo w jednej chwili cała jego energia obleje świat i Abbadon dowie się, gdzie go szukać.
- Nie, ponieważ chłopak nie poradzi sobie ze swoja mocą i będzie podatny na ataki- wytłumaczyłem starszemu bratu.- Przyjaźnisz się z Mirandą. Zapytaj jej, czy nie może zdobyć dla nas Księgi Stróżów. Albo niech powie, gdzie można ją znaleźć.
Chłopak zmarszczył czoło i podparł brodę ręką.
-Cóż, to by wiele nam ułatwiło, ale podejrzewam, że ona nie wie, gdzie jej szukać. Raczej Michael się tym zajmuje. Znaczy jest dobry w ukrywaniu ważnych ksiąg Nieba. Raczej on nie pomoże. Widziałeś jego minę, jak powiedziałeś, że ty przejmiesz tę sprawę?
- Tak. I wolę nie pokazywać mu się przez najbliższy czas na oczy...
- Niech zamieszka z nami.
Razem z Leslie spojrzeliśmy w stronę Arakiela, który czytał coś w księdze.
- To będzie lepsze, niż ściąganie blokady i czarów i mniej czasochłonne będzie zabezpieczenie domu niż po kolei ściągać z niego czary, jak warstwy cebuli. No i będzie 24 godziny pod stałą opieką i nadzorem najlepszej trójki Aniołów.
- To wcale  nie jest taki głupi pomysł...-mruknęła Leslie.-Chcąc się zastanowić głębiej, to właśnie priorytetem tej misji było ukrycie chłopca a nie odnowienie blokady czy zdjęcie jej. Pierwszy raz gadasz mądrze, bracie.
- Och, wypraszam sobie!- założył ręce na piersi i zrobił naburmuszoną minę.
- Powiem Mirandzie jak komicznie wyglądasz, jak się złościsz- wysłałem w jego stronę buziaczka, na co się skrzywił i wstał od stołu.
- Jak coś, to będę u siebie.
I wyszedł.
- Czasami zachowuje się jak dziecko. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie wszedł w okres dojrzewania.
- Chyba późnego dojrzewania- mruknąłem i zamknąłem księgi. W tym czasie zawibrował mój telefon. Leslie widząc dzwoniącą maszynę uśmiechnęła się szeroko i wymaszerowała do salonu. Na ekranie pojawił się numer Mikaeli.
- Gabrielu!- sapnęła dziewczyna.- Chciałeś wiedzieć, czy u dziewczyny wszystko dobrze, więc chcę cię uspokoić i powiadomić, że wróciła bezpiecznie do domu.
- Och, cieszę się na tę wiadomość.Czuję, że ciężar sumienia opuszcza moje ciało i czuję ulgę.
- Haha! Ależ poeta z ciebie- zachichotała.- Powiedziałam jej, że to zmiana ciśnienia.
-I uwierzyła?
- Tak. W dodatku dowiedziałam się, gdzie mieszka. Mógłbyś do niej zajrzeć? Może mieć zawroty głowy i wymioty. Uspokoiłbyś jej babcię. Gdybyś widział jej twarz wczoraj jak się dowiedziała o omdleniu.
Chwilę się zastanowiłem. W sumie, po drodze mógłbym zgarnąć Marcela i porozmawiać z nim na temat przeprowadzki.
- Okey. Niech ci będzie. Do zobaczenia w szkole- rozłączyłem się i wstałem, zabierając po drodze klucze. - Będę wieczorem!
- Dobra!- odkrzyknęła białowłosa z salonu. Założyłem buty i wyszedłem.


VICTORIA



Już czwarty raz tego dnia miałam ochotę rzucić czymś w moją najlepszą przyjaciółkę. Naprawdę! Zaczyna mnie strasznie irytować swoim zachowaniem. Za każdym razem, jak znowu zaczyna ten nieszczęsny temat, zakładam słuchawki albo wychodzę z pokoju. Nie wspomnę, że to jest mój dom i mogę ją wyrzucić w każdej chwili. Niestety jej rodzice wyjechali wczoraj na urlop, więc pobędzie przez jakiś czas u nas. Likantropka zdążyła oczywiście "poinformować" moją babcię o całym zajściu w szkole i poplotkować na ten temat ze szkolną pielęgniarką, która wyglądała jak modelka a nie szkolna higienistka. Od 10 minut próbowałam skupić się na książce, jednak dziewczyna podjęła kolejną próbę wkurzenia mnie jeszcze bardziej.
- Ale wiesz...-zaczęła swoją głupią wypowiedź- ten chłopak strasznie się tobą interesuje. Gabriel, prawda? Takie ciacho niosło cię na rękach! Wszyscy teraz o tym gadają w szkole!
- Boże!- wybuchłam, nie mogąc jej już słuchać- Zaraz zamknę cię w piwnicy! Skończ już proszę, bo nie mogę cię dłużej słuchać!
Likantropka uśmiechnęła się zwycięsko i rozłożyła na MOIM łóżku.
- Dobra. Ale jak zaprosi cię na randkę, to nie przychodź do mnie i nie proś o pomoc, okey?
- Po pierwsze, to pewnie każdy by postąpił tak na jego miejscu. A po drugie, nie będę szła z nikim na żadną randkę! To była zwykła pomoc a ty już planujesz nasz ślub  i imiona dla dzieci!
- Bo to fajna zabawa- burknęła.- Jakbyś nie była sztywna, to byś powymyślała ze mną.
- Lepiej zadzwoń do Davida i zajmij się swoim związkiem a nie na siłę szukasz mi faceta.
Przewróciła oczami, ale uśmiechnięta wstała z łóżka i wymaszerowała z pokoju. Wstałam i poszłam w jej ślady, które zaprowadziły mnie do kuchni. Babcia jak zwykle nakładła jedzenia na talerze, jednak moją uwagę zwróciło trzech chłopców siedzących przy stole. Czarnowłosy wampir to nie obcy mi widok w tym pomieszczeniu. David wiele razy już mnie odwiedzał. To mój przyjaciel. Niestety nie byłam pewna, dlaczego w mojej kuchni siedział brat Pani Medrano i nowy kolega? No i podstawowe pytanie: dlaczego babcia mnie nie zawołała? Maia od razu podbiegła do wampira i wdrapała mu się na kolana, soczyście całując go w usta. Babcia na ten widok uśmiechnęła się promiennie i odwróciła w moją stronę.
- Właśnie miałam was wołać, dziewczynki. Wasi koledzy ze szkoły przyszli dowiedzieć się o twoje samopoczucie, kochanie.
Wzdrygnęłam się, czując chłód i ciarki na plecach. Trzeba podkręcić ogrzewanie w domu.
- Jeszcze raz przepraszam za najście, Pani Shermann- Gabriel lekko skłonił głowę, tak jakby w geście powitania.
- Oj już mówiłam. Jestem Eve a nie Pani. Czuję się staro, jak tak mówisz. Victorio, siadaj do stołu. Zaraz kolacja wystygnie a nie chcę, abyś znowu zachorowała.
- Mając "takie oparcie" też bgym chorowała- Maia uśmiechnęła się do mnie złowieszczo i zajęła miejsce obok Dawida i Marcela. Niestety, to wolne było obok niego. Obok Gabriela. Niechętnie usiadłam i nalałam sobie herbaty do kubka.
- Więc Gabrielu- zaczęła babcia.- Do której klasy chodzisz?
- Do trzeciej. W tym roku kończę naukę.
- Och,  i wiesz, na jakie studia pójdziesz?
- Babciu!- zwróciłam jej uwagę.- Dlaczego nie poszłaś na śledczego, co? Świetnie ci idzie przesłuchiwanie gości.
- Ależ mi to nie przeszkadza- uśmiechnął się życzliwie Pan Wiem-Że- Jestem- Fantastyczny.
- Ostatnio tak naskakiwała na nowych sąsiadów, że przenieśli się trzy ulice dalej aby przypadkiem na nas nie trafić.
- Oj, kochanie! Chcę poznać tylko twoich przyjaciół- mrugnęła do Gabriela i ze śmiechem skierowała się do wyjścia.- Ale skoro nalegasz, to przejdę się do sklepu. Trzeba zrobić zakupy na jutro.
- Potowarzyszę Pani. Nie powinna Pani, Pani Eve chodzić sama po nocach- Białowłosy wstał i pomógł ubrać babci płaszczyk.
- Gdyby moja wnuczka to zrozumiała....- babcia udawała smutną. No nie wierze! Co oni wszyscy sobie ubzdurali w tych swoich małych główkach!
- Victorio- usłyszałam głęboki głos Gabriela. Aż mnie ciary przeszły. - Powinnaś bardziej dbać o swoją babcię.
- Nikt cię nie pytał o zdanie.
- Ale to wolny kraj i mogę otwarcie mówić o swoich odczuciach- wymieniliśmy się spojrzeniami. Co za typek! Zaraz go walnę, przysięgam.
- A może przejdziesz się z nami?- zaproponowała wredna starucha!
- Nie dziękuję. Wolę posiedzieć w domu. A poza tym nie czuję się na siłach łazić z wami po nocach i wysłuchiwać waszej przeupszejmej rozmowy o kwiatkach i stokrotkach. Już i tak wystarczy, że znoszę towarzystwo Mai.
W pomieszczeniu rozległy się śmiechy i muszę przyznać, że sama zaczęłam się uśmiechać.
- Cieszę się, że mogłem poprawić ci humor- mrugnął do mnie chłopak i razem z babcią wyszli z budynku.
Przez chwilę nie mogliśmy opanować śmiechu. Nie powiem, na początku byłam na nich zła, ale pewnie chcieli poprawić mi humor. 
- Co jak co siostra, ale gadać to ty umiesz!
Nagle moi przyjaciele ucichli i we trójkę przyglądaliśmy się czarnym oczom blondyna, który po chwili zorientował się, co powiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz